relacja z piątku: duuuuzo chodzenia, kupiona czerwono-ciemnorózowa!!?? bluzka i ogólne zmęczenie połączone z rozdrażnieniem. Żal, że nie można zawrócić czasu.. I kupić tej biało-czerwonej w kwiaty i wiązanej z tyłu szarfą... Ale cóż, nauczka, żeby następnym razem słuchać Męża. Posłucham. udało się nam wrócić pociągiem prosto do Krotoszyna, bez żadnych komplikacji i ekscesów po drodze. No, wyłączając tego gościa na siedzeniu obok, który nie potrafił kulturalnie zjeść hamburgera czy co to on tam miał... I naświnił w przedziale... I w ogóle wyglądał na conajmniej przyćpanego:/
Krótko o sobocie? Level 5 i wszystko jasne, :* cudo:* i tyle, wtajemniczeni wiedzą o czy mówię. Aha i w taki sposób mogę oglądać wszelakie horrory:) ciepła herbata, kordła i trzymanie za rękę przez te Ukochana osobę:*
O niedzieli? Błonie, a właściwie pole za błoniami. Cisza, spokój i taki spokój. Wszechobecny, przerywany tylko moim kwikiem, kiedy M. mnie nosił po tym polu:D fajno, fajno. I do podnoszenia z Dirty Dancing dojdziemy, spokojnie;p trzeba czasu i w ogóle. Szkoda tylko, ze ta niedziela była tak bardzo poważna i spokojna. Bardzo szkoda, że wypełniło ją tyle łez i niepokoju...
O dziś? Zakupy:) i nareszcie mój cel osiągnięty... M. ma co ee nie do końca może chciał, ale zadowolony:):) i to dla mnie najważniejsze, a obydwie rzeczy mnie się bałdzo podobają... I jeden telefon wystarczył, by uspokoić sumienie;)
Kochanie, trzymam za słowo i czekam na kwiaty;p :*
coma w wydaniu czarno białym
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz