piątek, 19 września 2008

jeszcze 15 minut temu, wiedziałam, że coś tu napisze. wiedziałam, co chcę napisać. tymczasem teraz pustka i ogólne zmęczenie. nareszcie koniec tygodnia, tygodnia, w którym byłam tak naprawdę kłębkiem nerwów. dlaczego? nie wiem. kolejne wahania samooceny.

na szczęście mnie choroba już opuściła, ale naprawdę ciężko pojąć w jaki sposób w ogóle ludzie tak masowo chorują...

bywa

życie tak zwane.

i nie "czeczenko" ale Czeczenek, miano, którym określił mnie mój zacny M:*. wyglądam wtedy jak no cóż człowiek, który włożył na siebie kompletnie nie pasujące do siebie rzeczy.
Ale to dlatego, że jest (MI)
1. zimno
2. mokro
3. lub inaczej niekomfortowo.
Wtedy to zapozyczam ubrania, najczęsciej od M:* właśnie.


baj
dobranoc

nie imprezuje w R. po prostu nie.

Brak komentarzy: