Zaczynając czytać, będąc w środku byłam niemal pewna, że historia skończy się dobrze. Że ona i on ze sobą będą. Obydwoje zmienili się dla siebie. Ona otworzyła na ludzi, na życie; on dla niej złagodniał, stał się bardziej okrzesany. Starał się, zaczął zauważać innych ludzi.
Zakochali się w sobie bez pamięci.
Zabiegał o nią, jak nigdy o nikogo przedtem...
Jestem oczarowana tą książką, ale jednocześnie jestem zła, przygnębiona i rozczarowana - na końcu rozchodzą się. Pominę, naprawdę udam, że nie widzę tego fizycznego aspektu, tej fizycznej więzi, która się między nimi zawiązała. Po tych zmianach, które dla obojga nie były łatwe, a może i nieprzyjemne... Rozeszli się... Dlaczego? Tak naprawdę sama do końca nie wiem.
Dawno tak nie płakałam nad książką... Mała lampka, pod kołdrą i pochłaniałam, dosłownie pochłaniałam całą sobą słowa. I nie mogłam uwierzyć, że to koniec...
Byłam rozczarowana, zrozpaczona!? że to TAK a nie inaczej się skończyło. Bo kurde dlaczego? Dlaczego MIŁOŚĆ, która się między nimi wykształciła, nie przetrwała? Była zbyt słaba? Nie wydaje mi się. Nie. Była mocna, to było cholernie mocne uczucie. Czytając widziała, wszystko działo się w mojej głowie. Widziałam jak się kochali, potrzebowali nawzajem. On, który mógł mieć każdą dziewczynę, zapragnął Babi... Ślicznej Babi z dobrego domu. A ona zamiast wybrać odpowiedniego kandydata z dobrego domu, wybrała jego, Stepa, chuligana i łobuza. Kochali się do jasnej anielki....
Gdybym mogła sama napisać zakończenie, napisałabym zupełnie inne. Chociaż... Może to właśnie TAK a nie inaczej miało się skończyć!?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz